Gdy pewnej nocy młody uczeń czarnoksięstwa grzał się ze swoim wiernym psem przy ognisku, spostrzegł, że zwierzę wpatruje się w niego zmartwionymi oczyma i zdał sobie sprawę, że przeszło tydzień minął już od chwili, kiedy ostatni raz coś jedli. W swej arogancji postanowił wtedy, że spróbują zwędzić nieco żywności z pobliskiego obozowiska piratów.
Pod osłoną burzy zakradli się na skraj obozu, gdzie pod żaglowym płótnem składowane było jedzenie. Chłopak sięgnął po kuszące świeżością i czerwienią jabłko, jednak nim zdążył je podnieść, jego rękę schwyciła jakaś szorstka, ubrudzona łapa. – Cóż to ma być? Patrzajcie, chłopy, jakowyś chłystek chce nas pozbawić jedzenia!
Kilku piratów powstało jak na komendę, by sprawdzić, co się dzieje. Widząc, że jego panu coś grozi, pies zawarczał ostrzegawczo. – Takiś odważny, zawszony kundlu?! – krzyknął pirat i splunął. – Dam ja ci zaraz nauczkę – rzekł z szyderczym uśmiechem i dobył szabli, którą rozpłatał psa na oczach chłopaka. Ogarnięty wściekłością młodzian wyrwał rękę z żelaznego uścisku i wchłonął moc burzy, uwalniając następnie falę energii, która spaliła piratów na popiół tam, gdzie stali, a jego samego pozbawiła zmysłów!
Później chłopak dowlókł się z powrotem do swej jaskini, mamrocząc coś niezrozumiale. Jedzenia miał teraz pod dostatkiem, ale utracił swego kudłatego przyjaciela. Wtedy właśnie stworzył żelaznego ogara, który zdawał się żywy, podobnie jak innego tego typu twory, ale z uwagi na niezgrabne kończyny nadawał się co najwyżej do łapania szczurów.
Choć młodzian, który go stworzył, dawno już nie żyje, żelazny ogar przetrwa jeszcze pewnie wiele stuleci, nim w końcu przegnije i rozsypie się w pył, a jego krwawy kryształ powróci do ziemi.